Refleksja na domknięciu Saturna

Kwiat paprociOd kilku dni refleksyjnie kierując się ku sobie dostrzegam lęk, który czai się gdzieś tam w duszy na dnie. Czego się boję? Może samotności? Pamiętam jak rozmawialiśmy na ten temat, jak mówiłem Ci, że boję się, że czegoś nie przewidziałem, że coś przeoczyłem, że wszystko jest takie idylliczne, że wznosi się tak wysoko, że jedyna rzeczą, która może się teraz w tym wielkim uniesieniu zdarzyć, będzie spadek, wypadek, roztrzaskanie, rozpęknięcie, cięcie i jednym słowem wielkie TRACH! [Panto]

Dużo o tym lęku ostatnio myślę, staram się znaleźć jego źródło. Z jednej strony czegoś się boję, ale z drugiej wiem, że przecież wszystko jest na jak najlepszej drodze i tak będzie co najmniej dwa lata, a potem nie wiem jak będzie, bo tego nie sprawdzałem jeszcze. Z jednej strony boję się, że odejdziesz, ale z drugiej strony wiem, że tego nie zrobisz, a nawet, że jak to zrobisz, to ja sobie z tym poradzę, bo już nie z takimi rzeczami sobie w życiu radziłem. Z jednej strony boję się, że niebawem przestanie mi starczać na opłacenie mieszkania, ale z drugiej strony wiem, że przecież jestem przedsiębiorczym gościem, u którego w horoskopie status mineral jest całkiem niezły, i źródełko dóbr materialnych, które do mnie spływają, biło, bije i bić będzie.

[…]

I tak przez te ostatnie dni chodzę i myślę, myślę i chodzę, i wwiercam się w to, i próbuję dociec sedna. Skąd to jest i na co to jest? Po co mi to i do czego ma mi służyć?

Dostrzegłem również, że w moim życiu nastąpił proces pozbywania się różnych znajomości. Niedawno byłem gotów zakończyć przyjaźń, która trwa przy mnie najdłużej, przyjaźń, która pamięta mnie jeszcze z czasów, gdy byłem puzonistą w Transmisji, potem reżyserem teatru Czwarta Nad Ranem, potem jednym z lepszych operatorów DTP w Warszawie, potem zawodowym bezrobotnym, potem Pantomasem z Astrolabium. Pamięta mnie również, gdy byłem owładnięty poznawaniem najpierw socjologii, potem filozofii, ostatnio poznawaniem religii, a przez te wszystkie lata owładnięty, przesiąknięty, ze wszystkich czterech stron otulony, jak również z dołu oraz z góry owładnięty chęcią uwiedzienia wielkiej damy Astrologii, która raz była, potem jej nie było, a czasami sam już nie wiem co. Pamięta również mentalności, na kształt których moja mentalność się zmieniała. Pamięta moją chwiejność, niezdecydowanie, słomiany zapał. Pamięta większość moich zmienionych stanów świadomości. Pamięta większość moich wakacji. Bardzo wiele rzeczy pamięta…

W ciągu tego miesiąca pozbyłem się wielu osób. Zrobiłem takie generalne porządki, by mózg mógł mi szybciej chodzić. Widzę również, że mam ochotę pozbyć się jeszcze kilku, posprzątać jeszcze głębiej. […]

Czuję, jak unoszę się na fali czasu, której grzbiet dotyka mającej nadejść pełni, by potem jak wszystko inne zniknąć gdzieś za mną w oceanie wspomnień, zapachów, dźwięków, obrazów i takich tam. Czuję jak każda chwila ulotną jest i tak bez końca ulatują te chwile, jak motyle, których teraz tyle tu na splocie słonecznym mam. Wplatam się w cykliczność dnia i nocy, a nawet, jak się nie wplatam, to siłą rzeczy coś mnie w to wtłacza, choć nie przytłacza, coś mnie w to wpycha, choć nie przydusza.

To wszystko takie jest progowe: jest to, co było przed, i to, co jest po. To wszystko takie jest graniczne: jest to, co jest tu, i to, co było tam. Ludzie też są Ci, co tu i Ci, co tam, a przede wszystkim ja jestem, ja bez ludzi, z tym splotem słonecznym, z tym życiem koniecznym, z tym myśleniem wiecznym, z tym horoskopem tak ciecznym…

Dopiero dzisiaj zdałem sobie sprawę, że tu nie chodzi o lęk, tylko o domknięcie cyklu Saturna, który to zrobił 21 lipca, a od tamtego czasu nie było właściwie żadnej sposobności, bym mógł to jakoś świadomie poprzeżywać, podtykać, podoświadczać i poczuć, by wreszcie wiedzieć, czym to jest i na co to jest. Najpierw były kursy, potem Mędrzec z pewnej góry, potem feministki chciały bym nóż w brzuch na ich oczach sobie wbił, potem znowu kursy, potem przeprowadzka, potem do Ciebie jechałem, po Ciebie, a wreszcie jest teraz. Teraz, czyli czas spokoju i stabilizacji, czas oczekiwania na decyzję władz zwierzchnich, które zamierzam prosić o Twój azyl.

No i dopadła mnie, no i teraz właśnie przyszła wielka Pani Melancholia, z którą wspólnie sobie popatrzymy na następne 30 lat, z którymi przyjdzie mi się zmierzyć…

Image

 

Panto: Warszawa, 16.09.05 00:57


Kwiat Paproci

Zdjęcie: Tasza - 18.09.05