Klientka [opowiadanie]

Był piękny lipcowy wieczór. Ciepłe światło zachodzącego słońca rzucało długie cienie na rozpalone od gorącego południa chodniki. Przez otwarte okna gabinetu wdzierały się odgłosy miasta - ulica, tramwaj, dzieci... Dzwonek! W drzwiach stanęła młoda kobieta.
- Dzień dobry - powiedziała lekko speszonym głosem - byłam na dzisiaj z panem umówiona.
- Witam, niech pani wejdzie - zaprosił i zaczął prowadzić do gabinetu...

Klientka- Słyszałam, że zajmuje się pan przewidywaniem śmierci, czy to prawda - spytała gdy już usiedli.
- Tak - odpowiedział astrolog.
- Czy mógłby pan w takim razie zająć się moim horoskopem i odpowiedziec mi na pytanie dotyczące mojej śmierci?
- Tak, ale to będzie sporo kosztowało. Wie pani, zazwyczaj nie zajmuję się przewidywaniem śmierci. Poza tym, aby ją można było przewidzieć, trzeba na to poświęcić dużo czasu, który w moim przypadku jest bardzo cenny - odpowiedział czując jednocześnie lekkie poddenerwowanie. Nie lubił się tym zajmować, bo gdy to robił to czuł, że swoim działaniem sięga zbyt dalego, tam gdzie właściwie nie powinien sięgać. Chodziło o przysłość, której znajomość jest przecież niezgodna z podstawowymi prawami natury.
- Rozumiem, ale cena tu nie gra żadnej roli - swierdziła, po czym nerwowym gestem zaczęła podpalać papierosa.
- Szczerze mówiąc - zaciągnęła się głęboko - to jestem dość zdesperowana. To co, mogę już zadać pytanie?
- Tak słucham - odpowiedział po chwili patrząc jej głęboko w oczy.

[michael - :pytaniem na pytanie:]

- Czy jeżeli zapytam, to odpowie mi pan patrząc równie głęboko w oczy jak teraz? - zapytała odwracając wzrok w kierunku otwartych okien gabinetu, zza których wdzierały się odgłosy miasta. Wyczuwała trzy podstawowe energie: ulica, tramwaj i dzieci. Cała reszta była jak zawsze za mgłą, jak cień obejmujący inne cienie. Lubiła, gdy podstawowych energii było trzy. Widziała Trójcę podczas swych narodzin i nigdy tego nie zapomni. Przeniosła uwagę na gabinet: cisza, wyczekiwanie i on - astrolog. Znów trzy podstawowe energie.
- Tak, słucham - jej głos był rzeczowy i chłodny, zupełnie niepodobny do eterycznego i ciepłego ciała.
- Ja też - odpowiedział lekko poirytowany, bo to ona miała zapytać, to uczucie było mu obce odkąd... Zapomniał odkąd. Odpowiedziała pytaniem na pytanie, to już raz się zdarzyło... Kiedy?
- Co pan też - spytała.
-Przepraszam, zamyśliłem się.
-Pan? Przecież jest pan tutaj, żeby odpowiedzieć na moje pytanie, a pan go nawet jeszcze nie słyszał! – podniosła głos i wstała.
- Przepraszam, przypomina mi pani kogoś i czas kiedy...

[panto - :prognoza:]

MokroMiał wtedy dwadzieścia osiem lat i był pełen młodzieńczej energii jak ona. Kiedyś, zupełnie przypadkiem, trafił na astrologa, który zgodził się postawić mu horoskop. Właśnie szedł na umówione wcześniej spotkanie, na którym miał się dowiedzieć, co go czeka w przyszłości. Nie ukrywał lekkiego zdenerwowania, które z jednej strony wynikało z faktu, że za chwilę przed jego oczyma pojawi się całe jego życie, zaś z drugiej, był już lekko spóźniony. Co chwilę nerwowo zerkał na zegarek przechodząc z jednej strony chodnika na drugą by ominąć kałuże. Cholera - pomyślał - wszystko przez to urwanie chmury gdyby nie ona, to byłbym tu już z piętnaście minut temu. Parne powietrze lipca wdzierało się pod rozpiętą koszulę. Dookoła unosił się zapach kwitnącego bzu, który w tej willowej dzielnicy rósł na wielu podwórkach. Znów zerknął na zegarek i po raz kolejny przyśpieszył kroku.

Zadzwonił dwa razy. Po odgłosach szczekającego psa zorientował się, że ktoś zbliża się do drzwi. Gdy się otworzyły w ich progu stanęła pięćdziesięcioletnia kobieta.
Witam - powiedziała z uśmiechem - właśnie czekałam na pana. Proszę wejść i usiąść w tamtym pokoju, a ja przyniosę herbatę. Po chwili weszła z tacą do pokoju i spytała – Więc, co pana tu sprowadza?
- Wie pani - uśmiechnął się - to, co wszystkich, chcę wiedzieć, co mnie czeka?
- No dobrze, jeżeli pan chce to proszę pytać - odpowiedziała siadając przy dużym dębowym biurku - postaram się odpowiedzieć na pana pytania.

Rozmawiali o wielu rzeczach, o pieniądzach, karierze, pracy i powołaniu; o zbliżającej się śmierci jego matki i o tym jak będą się układały jego sprawy sercowe.
- Będą dwie kobiety - mówiła - które odegrają znaczącą rolę w pana życiu. Pierwszą z nich będzie pana żona, którą pozna pan w lutym przyszłego roku; natomiast drugą, o wiele ważniejszą będzie młoda kobieta, którą pan pozna w wieku czterdziestu siedmiu lat. Będzie pan wtedy zajmował się pomaganiem ludziom. Trudno mi powiedzieć, co to dokładnie będzie, ale na pewno będzie to coś, co ma związek z psychologią lub psychoterapią. Hm - uśmiechnęła się tajemniczo - może nawet zostanie pan astrologiem. Otóż w tym właśnie czasie pozna pan tę drugą kobietę, która będzie tą najważniejszą kobietą w pana życiu. Trudno mi powiedzieć, jaka ona będzie, ale prawdopodobnie będzie od pana sporo młodsza. Obok wielkiej namiętności, która pojawi się między wami, będzie pan również jej mistrzem, który przeprowadzi ją na drugą stronę, na stronę oświecenia.

Gdy już wychodził ostatnie promienie letniego słońca padły na jego twarz, w której rysowała się zaduma i powaga. Szedł wolno. Nie rozglądał się. Jego myśli były tam, gdzie miał zrealizować się jego przyszły los. Jego życiowe powołanie.

cdn...

Napisał Panto & Michael; Warszawal luty 2004