Tak na marginesie...

Coraz częściej potykam się o prawdę, którą racjami umysłu pragnę znaleźć.
Coraz częściej potykam się o racje umysłu, którymi pragnę znaleźć prawdę.
Coraz częściej potykam się o znaleźć, które naprawdę pragną racje umysłu.
Coraz częściej potykam się o pragnę, które prawdziwie w racjach umysłu odnajduję.

Rozum, czyli „władza poznawcza umysłu ludzkiego, zdolność myślenia, poznawania, wykrywania związków zależności między postrzeganymi rzeczami, zjawiskami i formułowania sądów, orzekania o tych zjawiskach i zależnościach”. Ta definicja streszcza się w sformułowaniu – uderz w struny a nożyce się odezwą. A sensu w tym, jak nie widziałem, tak nie widzę. Choć może?

Stanąłem w miejscu, w którym następny krok może być jedynie irracjonalny, co upodabnia go do stanu upojenia alkoholowego, lub odurzenia narkotycznego, w których to irracjonalne znajduje swe niedowodliwe racje. Rozum i wiara, wiara i rozum, i to wprowadzające napięcie pojawiające się w krąg pytanie…

Głównym argumentem przeciw filozofii Karla Poppera, który był ojcem XX wiecznego racjonalizmu, było stwierdzenie, że ów racjonalizm, którego bronił, został przyjęty w sposób irracjonalny. Innymi słowy: gdy ustawię przed sobą racjonalizm i irracjonalizm, i będę chciał za którymś z nich się opowiedzieć, to będę mógł to uczynić jedynie w sposób irracjonalny. Wyboru tego nie można dokonać racjonalnie. Owszem, gdy już wybiorę, to w obrębie racjonalizmu mogę poruszać się racjonalnie, ale sam akt wyboru, ten który tkwi u samego źródła, jest irracjonalny.

Zaczynam wątpić w możliwość rozumowego poznania rzeczywistości. Zaraz, zaraz, czy to oby nie za mocno powiedziane? No dobrze powiem inaczej: zaczynam wątpić w jakoby na wszystko zaradczą moc rozumu. Owszem, widzę to, że idąc dalej tą drogą zajdę do relatywizmu, którego kiedyś broniłem, potem atakowałem, potem znowu broniłem, potem znowu atakowałem, a teraz widzę, że ta moja zmienność mnie konstytuuje, że ta moja zmienność mnie stanowi, że ta moja zmienność jest moją istotą, a skoro tak, to wszelkie sądy, które wypowiedziałem i wypowiadam, będą z upływającym czasem się zmieniały. Więc czy nie powinienem stwierdzić, że z istoty jestem absolutystą, którego istnienie uwidacznia relatywne fundamenty? Co na ten temat powiedziałby Tomasz z Akwinu?

Wszystko jest poza słowami – ten wgląd przyniósł mi tranzyt Urana przez Ascendent. Co to znaczy? Cóż przez to chciałem powiedzieć? Znaczy to tyle, że zacząłem zauważać, że rozmowa zwykle toczy się na kilku płaszczyznach, z których płaszczyzna werbalna jest najmniej ważna. Zauważyłem, że zdecydowanie ważniejsza od płaszczyzny werbalnej, jest płaszczyzna emocjonalna. Doprowadziło mnie to do takiej wizji rzeczywistości społecznej, w której słowa wypowiadane w rozmowie są jedynie narzędziem do wzbudzania stanów emocjonalnych u ludzi, którzy je wypowiadają lub wysłuchują.

Błąd! Przecież nie jest tak zawsze. Jaki z tego wniosek? Chyba taki, że w tamtym roku byłem głęboko zanurzony w emocjach. Co to znaczy „głęboko zanurzony w emocjach”? – nie wiem.

Co teraz czuję? Znudzenie. Jest mi zimno w palce. Pisanie bloga źle mi się kojarzy i 8 5486545384 456 78931564873 45684258. 4846487, 456484369 4568 4 4584 48652418 3548693418 12384568 4873368 458425842568 48854873258.

I nie wódź mnie na pokuszenie, ale mnie zbaw ode złego. Amen

Panto, Warszawa, 26.04.05 16:26