Witamy, Gościu Serdeczny
Proszę zaloguj się albo zarejestruj.    Nie pamiętasz hasła?

Co wisi w powietrzu?
(1 wejść) (1) Gość
W dółStrona: 1
TEMAT: Co wisi w powietrzu?
#5183
Co wisi w powietrzu? 13 lat(a) temu  
Chyba jakis dziennik zacznę pisac. To, co od parunastu dni dzieje sie dookoła przechodzi ludzkie pojęcie. Próbuje jakoś to powiązać z czymkolwiek, ale opornie mi idzie. To,ze w pracy mnie gonią jak nie wiem co - jeszcze rozumiem - nowa jestem. To, że próbują na mnie zwalić winę za błedy i wypaczenia innych - jestem w stanie przeżyć. Fakt, że nie potrafie sie na niczym skupić nie jest dla mnie niczym nowym. Ale ostatnie dni to już jakiś kataklizm. Moj dziadek wyladował w szpitalu - operacja sie udała - to akurat szczęscie w nieszczęsciu. Ale w zwiazku z tym sytuacja w domu mocno się napieła - musiałam ciągle uspokajac matkę, która strasznie to przeżyła. To tylko takie tło dla dzisiejszego dnia.
Mój kot tez się rozchorował - niby nic, ale popołudnia spedzam u weterynarza. No i własnie dziś jechałam sobie z kotem i z mama do weta, kot ledwo zipał z gorąca i już się bałam, ze mi zejdzie, a tu nagle samochód odmówił współpracy. Traf chciał ze uczynił to pod czyims domem.
Moja matka jest z natury nerwowa. Ja też. Nie będę opisywac niepowtarzalnych emocji jakie rozszalały się na mocno ograniczonej powierzchni auta. Od zaistniałego napięcia iskry szły.
Po kwadransie beznadziejnych prób odpalenia go, czynionych przez dwie zdesperowane blondynki przy akompaniamencie kocich wrzasków, właściciel domu pchany zapewne przez nagły przypływ miłosierdzia zainteresował sie naszymi wyczynami, w momencie gdy ja byłam bliska łez,a moja matka miała pierwsze stadium nerwicy w postaci drgawek. O stanie kota nie wspomnę.
W tym miejscu pragnę uroczyście oświadczyć, że od dziś już absolutnie nikt nie wmówi mi, ze istnieje coś takiego jak przypadek. Ten absolutnie cudowny facet, wzór wszystkich cnót, rycerz na białym koniu niemalże, okazał się mechanikiem samochodowym. Po pięciu minutach stwierdził, że pompa paliwowa padła.
Juz sie nastawiłyśmy na dzwonienie po pomoc drogową, bo jedyna osoba mogąca nas scholować akurat dzis oddała sie zagranicznym wojażom, gdy okazało się że ów Anioł ma kumpla. W samym kumplu nic niezwykłego by nie było, gdyby nie to,ze posiadał on sklep z częściami samochodowymi. Najcudowniejszy człowiek na świecie zaproponował odwiezienie mojej matki do owego sklepu i ewentualną wymiane pompy. Żadko żywię tak gwałtowne uczucia w stosunku do obcych osób, ale tym razem byłam bliska rzucenia mu sie na szyje.
Jednakze w dalszej częsci tego uroczego spektaklu nie mogłam uczestniczyć, bo kot był już bliski omdlenia. Poszłam wiec sobie na najblizszy postój taxi. Znalazłam na nim tylko jedną jedyną taksówkę. Z głupim uśmiechem na obliczu pokazałam taksiarzowi kota. Na to on odwzajemnił uśmiech i pokazał mi wygrzewającego się na trawniku kocura. - Niech pani wsiada, ja uwielbiam koty. Tego tutaj codziennie karmie...
Drogę do domu spędziłam prowadząc pogawedkę na temat miłosci do zwierząt, a między mną i taksówkarzem przyjaźń kwitła.
Gdy tylko dotarłam do domu zadzwoniła moja matka. Niebiański mechanik właśnie skończył wymieniac pompę...
Jestem pełna podziwu dla dzisiejszych wydarzeń. Mozna by je krótko okreslic szczęściem w nieszczęściu, głupim zbiegiem okoliczności,ale to chyba coś więcej. Nie wiem co kierowało nami wszystkimi, ze sie tak pieknie odnaleźliśmy w odpowiednim miejscu i czasie. zdaje sobie sprawe, ze pewnie głupio to wszystko wygląda i brzmi, ale ja jestem pod wrażeniem. Wydaje mi się, ze to był sen, tak nierealne to wszystko. Dlatego musiałm o tym napisac, żeby ślad po tym dniu zbyt szybko nie zaginął.
Przypadki nie istnieją. A życie bywa piekne.
Pozdrawiam
Ewa
Dragonsheart
Posty: 124
graphgraph
Użytkownik poza Siecią Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
Urodziny: 09/11
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
 
#5187
Re: Co wisi w powietrzu? 13 lat(a) temu  
Co do przypadku - Spinoza ponoć mawiał, że przypadek do znany skutek nieznanej przyczyny.

Pozdrawiam
Tomasz
panTo
Admin
Posty: 1636
graph
Użytkownik poza Siecią Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
astrolabium.pl
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
 
#5202
Re: Co wisi w powietrzu? 13 lat(a) temu  
Bardzo zgrabna historyjka-zachęcam do pisania:) chętnie poczytam (jak ostatecznie zawalę wszystkie swoje sprawy i zostanę bez: pracy, kasy i napisanej pracy mgr-skiej,bedę miała dużo czasu na czytanie:) -to apropo mojej kon.jowisz/neptun.)
Czasem tak bywa, że niewidzieć czemu: albo wszystko lawinowo się wali,chociaż nie spodziewamy się niczego złego, albo mamy same zielone światła a wszystkie kawałki puzzli układają się w całość, chociaż wcześniej sytuacja wydawała się beznadziejna . Ja wierzę że istnieją tylko nieprzypadkowe przypadki.
Pozdrawiam***
coma
Posty: 45
graphgraph
Użytkownik poza Siecią Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
 
#16346
Re: Co wisi w powietrzu? 5 lat(a), 8 mies. temu  
Dragonsheart napisał:
Chyba jakis dziennik zacznę pisac. To, co od parunastu dni dzieje sie dookoła przechodzi ludzkie pojęcie. Próbuje jakoś to powiązać z czymkolwiek, ale opornie mi idzie. To,ze w pracy mnie gonią jak nie wiem co - jeszcze rozumiem - nowa jestem. To, że próbują na mnie zwalić winę za błedy i wypaczenia innych - jestem w stanie przeżyć. Fakt, że nie potrafie sie na niczym skupić nie jest dla mnie niczym nowym. Ale ostatnie dni to już jakiś kataklizm. Moj dziadek wyladował w szpitalu - operacja sie udała - to akurat szczęscie w nieszczęsciu. Ale w zwiazku z tym sytuacja w domu mocno się napieła - musiałam ciągle uspokajac matkę, która strasznie to przeżyła. To tylko takie tło dla dzisiejszego dnia.
Mój kot tez się rozchorował - niby nic, ale popołudnia spedzam u weterynarza. No i własnie dziś jechałam sobie z kotem i z mama do weta, kot ledwo zipał z gorąca i już się bałam, ze mi zejdzie, a tu nagle samochód odmówił współpracy. Traf chciał ze uczynił to pod czyims domem.
Moja matka jest z natury nerwowa. Ja też. Nie będę opisywac niepowtarzalnych emocji jakie rozszalały się na mocno ograniczonej powierzchni auta. Od zaistniałego napięcia iskry szły.
Po kwadransie beznadziejnych prób odpalenia go, czynionych przez dwie zdesperowane blondynki przy akompaniamencie kocich wrzasków, właściciel domu pchany zapewne przez nagły przypływ miłosierdzia zainteresował sie naszymi wyczynami, w momencie gdy ja byłam bliska łez,a moja matka miała pierwsze stadium nerwicy w postaci drgawek. O stanie kota nie wspomnę.
W tym miejscu pragnę uroczyście oświadczyć, że od dziś już absolutnie nikt nie wmówi mi, ze istnieje coś takiego jak przypadek. Ten absolutnie cudowny facet, wzór wszystkich cnót, rycerz na białym koniu niemalże, okazał się mechanikiem samochodowym. Po pięciu minutach stwierdził, że pompa paliwowa padła.
Juz sie nastawiłyśmy na dzwonienie po pomoc drogową, bo jedyna osoba mogąca nas scholować akurat dzis oddała sie zagranicznym wojażom, gdy okazało się że ów Anioł ma kumpla. W samym kumplu nic niezwykłego by nie było, gdyby nie to,ze posiadał on sklep z częściami samochodowymi. Najcudowniejszy człowiek na świecie zaproponował odwiezienie mojej matki do owego sklepu i ewentualną wymiane pompy. Żadko żywię tak gwałtowne uczucia w stosunku do obcych osób, ale tym razem byłam bliska rzucenia mu sie na szyje.
Jednakze w dalszej częsci tego uroczego spektaklu nie mogłam uczestniczyć, bo kot był już bliski omdlenia. Poszłam wiec sobie na najblizszy postój taxi. Znalazłam na nim tylko jedną jedyną taksówkę. Z głupim uśmiechem na obliczu pokazałam taksiarzowi kota. Na to on odwzajemnił uśmiech i pokazał mi wygrzewającego się na trawniku kocura. - Niech pani wsiada, ja uwielbiam koty. Tego tutaj codziennie karmie...
Drogę do domu spędziłam prowadząc pogawedkę na temat miłosci do zwierząt, a między mną i taksówkarzem przyjaźń kwitła.
Gdy tylko dotarłam do domu zadzwoniła moja matka. Niebiański mechanik właśnie skończył wymieniac pompę...
Jestem pełna podziwu dla dzisiejszych wydarzeń. Mozna by je krótko okreslic szczęściem w nieszczęściu, głupim zbiegiem okoliczności,ale to chyba coś więcej. Nie wiem co kierowało nami wszystkimi, ze sie tak pieknie odnaleźliśmy w odpowiednim miejscu i czasie. zdaje sobie sprawe, ze pewnie głupio to wszystko wygląda i brzmi, ale ja jestem pod wrażeniem. Wydaje mi się, ze to był sen, tak nierealne to wszystko. Dlatego musiałm o tym napisac, żeby ślad po tym dniu zbyt szybko nie zaginął.
Przypadki nie istnieją. A życie bywa piekne.
Pozdrawiam
Ewa

I nie zaginął jak widać. Wesoła historia i ładnie opisana. Rzadki przypadek, naprawdę rzadki. Życie jest piękne, potwierdzam :)
Michor
Posty: 360
graphgraph
Użytkownik poza Siecią Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
 
#16348
Re: Co wisi w powietrzu? 5 lat(a), 8 mies. temu  
To już 7 lat minęło. Zupełnie zapomniałam, że o tym pisałam, choć wspomnienie w pamięci zakorzenione na mur. Wzruszyłam się. I powiem tak - historie takie, mniej lub bardziej wesołe, z kotem lub bez, zdarzają się niemal co dzień. Gdyby nie to, że się podpisałam, nie powiedziałabym, że to ja napisałam. Po tych 7 latach chyba jednak straciłam nieco entuzjazmu i takiej,jakby to powiedzieć, rozszczebiotanej radości, bo życie co by tu nie mówić daje w kość, ale mimo to pozostaje pięknym. A może raczej nie mimo tego, a dzięki temu. Co do zdania, że przypadki nie istnieją, póki co swej opinii nie zmieniam.
Dragonsheart
Posty: 124
graphgraph
Użytkownik poza Siecią Kliknij, aby zobaczyć profil tego użytkownika
Urodziny: 09/11
Administrator wyłączył możliwość wysyłania postów przez anonimowych użytkowników.
 
Do góryStrona: 1